Komunałem już właściwie jest stwierdzenie, że Chiny rozwijają się, otwierają, a sami Chińczycy nawiązują coraz więcej kontaktów z resztą świata, w tym także z Polską i Polakami. Cóż, to po prostu fakt. W grę wchodzą nie tylko relacje handlowe i biznesowe, choć te przede wszystkim, ale także coraz częściej edukacyjne, partnerskie itp. Pociąga to za sobą naturalną potrzebę porozumienia się z Chińczykami. Angielski może i jest językiem świata, jednak w przypadku Chin nie do końca ma to zastosowanie. Nie tylko dlatego, że – ogólnie rzecz biorąc – porozumieć się tu bezproblemowo w języku angielskim nie jest tak łatwo, jak mogłoby się zdawać, ale również z powodu znacznie większego zaufania i sympatii, jakimi Chińczycy darzą kogoś, kto od samego początku będzie mógł w kontaktach z nimi posługiwać się ich własnym językiem, a nie – jak to zwykle bywa – angielskim.
I tu właśnie zaczyna się moja rola. Rola kogoś, kto znając nie tylko język, ale i historię i kulturę tego starożytnego kraju, kto spędził tam już niemało czasu, będzie mógł uczestniczyć w nawiązaniu i podtrzymaniu jak najlepszych relacji. Także sama nauka mandaryńskiego – w znacznie większym stopniu niż w przypadku innych języków – jest w dużej mierze odkrywaniem całego dziedzictwa kulturowego Chin.



